lut 06 2004

Bez tytułu


Komentarze: 4

Kochany pamiętniczku, dzisiejszy dzień (piątego lutego roku pańskiego zbyt długiego by pisać) zaliczyć należy do udanych. Czuję że żyję! Bolą mnie bowiem mięśnie. Z imprezy wróciwszy trafiam akurat na powtórkę Klanu, w którym to Grażynki nie molestował pan dyrektor a Ola nie wyszła na światło dzienne, bo czatowała z jakimś chłopcem. Musiało minąć siedemset odcinków żeby dziewczę spostrzegło, że istnieje net. Ale z nas zorientowane dzieci… Dowartościowałam się więc pochłaniając cztery wafelki. Następnie umyłam włosy, przyszyłam sobie guzik do spodni i wypiłam miętę. Pogadałam z mamą o tym i nawet o owym a potem wyruszyłam na piechotę na krańcówkę, stwierdzając, że od dziś zawsze stamtąd będę jeździć a nie wsadzać tyłek w autobus tuż pod domem. Osiemnastominutowe spacerki dobrze mi zrobią! Wiatr mnie wytargał niczym troskliwy adorator i zapach atakował od strony lasu. Spasiony księżyc tylko od czasu do czasu wychylał się całym sobą łypiąc jak gdyby wielkim okiem. Dwa razy mnie panowie kontrolerzy sprawdzali i dwa razy Ci sami bo się przesiedli z autobusu na ten sam tramwaj. Karetka pana zabierała z Piłsudskiego i widziałam jak panu robili masaż serca. Moje własne na chwilkę przystanęło. A potem to już tylko błądziłam gdzieś na mostach oglądając panoramę miasta i śmigałam na łyżwach do późnego wieczoru. A kiedy przed napisaniem kochanego pamiętniczka poszłam do toalety to ze zdziwieniem spostrzegłam, że dostałam okres i migiem pojęłam dlaczego ostatnio tak bardzo bolał mnie biust. Ze smutkiem wzięłam prysznic i napisałam pamiętniczek. DO-BRA-NOOOC. Kochany pamiętniczku.

***

To było wczoraj. Kochany pamiętniczku. A jak wiadomo, jeśli wczoraj było fajne to coś co następuje po wczoraj musi być niefajne. Po wczoraj, jak się okazało, nastąpiła noc w trakcie której nie zmrużyłam oka bo pierdolone farmaceutki muszą się wyspać zanim ruszą dupy i przyjadą otworzyć swoje pierdolone apteczki na samym krańcu miasta żeby łaskawie sprzedać ojcu świstek z tabletkami dla konającej córki.

FARMACEUTKOM I ICH POŚLADKOM STANOWCZE NIE!

 

1984 : :
06 lutego 2004, 13:46
Fascynująca opowieść ! Tak poza tym to widze, że nie tylko mnie naszły Barejowskie klimaty. I już dalej nie wiem co pisać, buziak wielki !
hauser
06 lutego 2004, 12:24
ja tam się nie znam, ale osobiście uważam, że pośladki są w porządku.faramceutek też.
06 lutego 2004, 12:20
kiedy nawet samochód dupy ruszyć nie chciał! bu
06 lutego 2004, 12:12
Bo też Ci się zachciewa w aptece lekarstwa kupować, a stacja benzynowa to co? Myślisz, że tam tylko paliwo (i piwo)?

Dodaj komentarz