Archiwum 13 kwietnia 2003


kwi 13 2003
Komentarze: 10

Uzależniłam się od literek. I to mnie niepokoi. Bo nie wiem czy normalnym jest wrócić do domu i lecieć od razu do dużego granatowego guziczka, czy też robiąc coś na kompie (co za niefortunna kolokacja- przecież nie włażę na niego robiąc owo coś) co chwila odrywać się by wdepnąć na ojczyste blogi. W zasadzie działalność ta jest niezwykle ważna, wszak przyszłe pokolenia dzięki nam będą miały możliwość poznawać kulturę i obyczaje ludzi przełomu wieków, ale... Fakt, że gdzieś tam daleko, ukryci za rzędami literek jesteście Wy, wydaje się na tyle niezwykły i już coraz bardziej mi bliski, że aż frapujący. Za dużo w moim życiu rzeczy równie niesprecyzowanych jak moja i wasza obecność tutaj. Zatem znikam. Wrócę tak szybko, jak szybko polegnę się w walce z nałogiem czy też przyzwyczajeniem, zamilowaniem, a może zwykłą rutyną? Kto wie, może w tym czasie (oprócz kilku zmian serwera) ktoś wreszcie wymyśli jakiś sensowny synonim do słowa: blog, blogowicz, blogowisko etc. ...........

1984 : :
kwi 13 2003 Bez tytułu
Komentarze: 2

Fenomenalne! Otóż drodzy Misiowie wpadłam ostatnio na ścieżkę, którą niewątpliwie kroczyli słynni bracia i którą koniec końców doszli do Oskara. A nawet Oskarów czterech. Mianowicie śmiem twierdzić, iż „Matrix” (jeśli ktoś nie wie o jakim filmie mówię... to mu się tylko tak wydaje) stworzony był na drodze rozmyślań początek swój posiadających w  jednym malutkim słóweczku!

Virtual! Zwykłe sobie angielskie słowo, a oświeciło mój umysł i wyjaśniło całą sprawę! Otóż wyraz ten posiada dwa znaczenia: almost oraz really. Konkretniej mówiąc chodzi mi o znaczenie rzeczywisty, faktyczny!!! Wszystko stało się jasne: wirtualna rzeczywistość to rzeczywistość rzeczywista! Jaki z tego wniosek? ............. No właśnie... Czy tego chcemy czy nie...

1984 : :
kwi 13 2003
Komentarze: 2
Jakieś schizy mnie nachodzą. Właśnie wyobraziło mi się, że wybija się szyba w oknie i wskakuje przez nią do pokoju czarny facet z czapką na twarzy. Ogarnęło mnie nie małe przerażenie. Słyszę jakieś krzyki i jest mi dziwnie, nie powiem... Może to wina piosenki (Allergic-Placebo) a może już zaczynam podupadać na zdrowiu? Swoja drogą co bym biedna zrobiła jeśli teraz zaczął by mi się ktoś włamywać do domu?! Chyba najpierw umarłabym ze strachu. Ale nie, to byłoby nierozsądne! Trzeba by ratować familię pogrążoną w słodkim śnie nieświadomości. Teraz coś trzeszczy w kaloryferze i oczywiście już widzę przed sobą te stosy pająków wylewających się z każdego zakątka pokoju. Ja nie chcę! Dobra. Cisza, spokój. Jak tak dalej pójdzie to dorobię się nerwicy, bo teraz z kolei widzę wlepiony prosto we mnie wzrok futra, to znaczy kota mojego... Ohydne ma teraz Ąrenice. Cholera! Jakby coś siedziało w jej czarnym ciele. Boję się. Pod kołdrę się nie schowam, nigdy tak nie robiłam w przeciwieństwie do większości dzieci. Przecież pod kołdra jest zupełnie ciemno! No nie! Oszalałam na starość albo naprawdę powinnam już iść spać! Ba... ale jak tu teraz zasnąć? Włączymy sobie coś sympatycznego. Oooo... poczciwą moją Tori. Ale do diabła (albo lepiej nie!) trafiłam na Crucify. Owszem pięknie, ale też jakoś niepewnie. I ten szmer w kaloryferze. Ja wiem że woda... Ale...
1984 : :
kwi 13 2003 Bez tytułu
Komentarze: 2

Nie mogę już znieść tych myśli. Każdej z osobna. Każda jest przeklętą wydzieliną mózgu. Nie można się jej pozbyć. Nie można nawet zatrzymać tej chorej produkcji... Chciałabym teraz siedzieć na łące, gdzieś blisko szczytu, gdzieś przy pasących się owcach, móc leżeć na chłodnej trawie, móc wybierać, móc wejść wyżej, móc zostać... Wreszcie odetchnąć pełną piersią i poczuć że nie jestem tu bez powodu. Najpierw musiałabym usłyszeć, że wszystko może być dobrze, poczuć że może być dobrze. Czuć spokój. Pewność. I zwymiotować myśli, których nie można już znieść.

1984 : :